Strona główna > Podróże > Polska > Warszawa > Rynek
Rynek Starego Miasta w Warszawie to miejsce spotkań, imprez, wycieczek, randek, wydarzeń kulturalnych. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a przy okazji… może wyruszyć na wycieczkę śladami historii!
Restauracje, puby, muzea, galerie sztuki… wszystko to w jednym miejscu. Aż ciężko uwierzyć, że ulica, którą traktujemy dziś jako miejsce służące rozrywce, ukształtowała się już w XIII i XIV wieku. Do XIII wieku rynek był najważniejszym placem miasta i to tu koncentrowało się życie Warszawy. Wyobraźcie sobie, że ówczesny Rynek był tłem wielu historycznych wydarzeń, spotkań kulturalnych, manifestów, publicznych egzekucji, pełnił też oczywiście funkcje handlowe, jak to na rynek przystało! Innymi słowy, niewiele zmieniła się rola rynku i jego przeznaczenie – no, za wyjątkiem przeprowadzania publicznych egzekucji (uff!). Co ciekawe, pierwsze warszawskie domy budowano nie z cegły, a z drewna. Pierwszą zabudowę rynku stanowiły stragany i kramy, a ówczesny przejezdny mógł objąć wzrokiem całą jego przestrzeń. Zmieniło się to na początku XV wieku, kiedy rynek został wzbogacony o piękny, murowany ratusz otoczony kramami. Po północnej stronie stał pręgierz i klatka, w której eksponowano złoczyńców. W tym okresie Rynek zdobiły już ceglane kamieniczki.
W 1607 roku stało się coś strasznego! Dwadzieścia dwie kamienice znajdujące się przy Rynku spłonęły. Pożar ten znacząco wpłynął na styl architektoniczny stolicy i wraz ze zniszczeniem dużej części miasta, zakończyła się era gotyku w Warszawie. Odbudowane kamienice mieszczańskie odpowiadały nowym potrzebom gospodarczym mieszkańców i zmieniły wygląd ówczesnego rynku. Tynki zastąpiły czerwień cegieł, styl architektoniczny się zmienił, a ówczesne kamienice zamiast dwu- były już trzypiętrowe. Przebudowany Rynek był źródłem inspiracji artystów i pisarzy. Adam Jarzębski – poeta oraz muzyk, zachwycał się odbudową takimi słowami: Bardzo kamienice śliczne Jak więc widzimy, obraz nowego Rynku zachwycał odwiedzających i cieszył się wtedy niemałym uznaniem.
Na Rynku zgodnie z jurysdykcjami miejskimi, urządzono stały pręgierz i klatkę, gdzie zamykano złodziei, oszustów i nierządnice. Tu również dokonywano wyroków śmierci poprzez ścięcie. Tak życie stracił szlachcic Jordanowski, oskarżony o otrucie książąt mazowieckich w 1526 roku; prawie sto lat później męczono Piekarskiego za zamach na Zygmunta III, a jeszcze później ścięto wielkiego orędownika walki z ciemnotą i zakłamaniem kleru. Poza pozbawianiem życia ludzi, żywoty kończyły też książki. W 1525 roku spalono tu wszystkie znalezione w Warszawie książki „luterskie”, a w XVII i XVIII wieku palono na nim wszelkie książki heretyckie, pamflety polityczne, czy paszkwile poetyckie. Współcześnie na rynku pręgierza nie ma.
Kamienice na Rynku Starego Miasta w Warszawie dawniej nie posiadały adresu z numerem budynku. W dzisiejszych czasach nie do pomyślenia jest by budynek istniał bez numeru. No bo jak dotarłby do nas listonosz, kurier czy chociażby dostawca pizzy? Jak więc ustalano czyjś adres w przeszłości? Domy posiadały nazwy pochodzące od godeł, herbów, wyglądu bądź nazwisk ich właścicieli. Przechadzając się po Rynku możecie zauważyć dobudowane „domki” na szczycie niektórych kamienic. Na temat ich przeznaczenia było wiele legend i mitów – niektórzy mówili, że były to pomieszczenia dziecięce, inni – że znajdowały się tam pracownie wielkich artystów, a jeszcze inni sądzili, że budowano tam komnaty dla księżniczek. Żadne z powyższych nie były prawdziwe. „Latarnie” – bo tak się zowią małe domki na szczytach staromiejskich kamienic, budowane były, aby oświetlić klatki schodowe wewnątrz budynków. Dlaczego? Otóż kamienice budowane w tamtym okresie cechowały się specyficzną budową. Z zewnątrz były wąskie, wewnątrz były długie i posiadały trzy pomieszczenia w rzędzie. Jak się możemy domyślać, pierwszy i trzeci pokój oświetlały okna znajdujące się na ścianach zewnętrznych budynku. Środkowy pokój był jednak pozbawiony naturalnego światła i przerabiany był wówczas na klatkę schodową. Chcąc wprowadzić chociaż odrobinę „jasności” do jego wnętrza, postanowiono dobudować latarnie, które rozwiązywały problem ciemnego pionu schodów.
Nie wszyscy wiedzą, że każdy rząd kamienic staromiejskich posiada własną nazwę. Od rogu ulicy Jezuickiej do ulicy Świętojańskiej widnieje rząd kamienic, który nazywany jest stroną Zakrzewskiego – pierwszego prezydenta Warszawy. Stronę tę wcześniej nazywano Zamkową, bądź po prostu – czwartą. Pomieszkiwały tu bogate rodziny kupieckie, rodziny lekarskie oraz burmistrz i aptekarz królewski. Dalej, od rogu Zapiecka, aż do Wąskiego Dunaju możemy zobaczyć stronę Kołłątaja, dawniej znaną pod nazwą „lewa”. Poszczególne kamienice były siedzibami wójta i sądów ławniczych. Obecnie możecie się tam pożywić – znajdują się tu liczne restauracje, m.in. historyczna winiarnia „U Fukiera”. Następna strona nazywana była stroną Dekerta – wcześniej nazywana Miejską, prawdopodobnie uważana była za najważniejszą stronę rynku, przy której znajdowały się średniowieczne znaki sprawiedliwości: pręgierz i kuna. Kamienice zamieszkiwała szlachta oraz wysoko postawieni urzędnicy, a sama architektura obiektów zapierała dech w piersiach. Kamienice bogate były w zdobienia, ornamenty i dobudowy architektoniczne. Dzisiaj po stronie Dekerta znajdziecie Muzeum Warszawy, które z pewnością będzie niesamowitą gratką dla fanatyków historii. Ostatnia strona rynku nazywana była stroną Barssa – wcześniej „wschodową” albo „prawą”. Tutejsze kamienice zamieszkiwane były przez wysoko postawione osoby i ich rodziny. Z biegiem lat w kamienicach mieszkały już nie tylko rodziny. Ze względu na coraz większą ilość mieszkańców, właściciele zatrzymywali tylko część kamienicy, a resztę pomieszczeń wynajmowali. W ten sposób z biegiem lat, w 1729 roku przy Rynku Starej Warszawy mieszkało ponad 1 200 osób. Najliczniejszą grupę lokatorów stanowili urzędnicy, ówczesna inteligencja oraz artyści. Obecnie znajdziecie tu różnego rodzaju kawiarnie oraz Muzeum Literatury. Nie zdziwi Was pewnie fakt, że podczas powstania warszawskiego, większość kamienic została zniszczona. Ocalały jedynie te, po stronie Dekerta, ponieważ podparte były żelbetonowymi stropami ogniotrwałymi. W latach 1949-1953 budynki zostały zrekonstruowane z użyciem ocalałych elementów starych kamienic. Na samym Rynku, jak już wspominaliśmy, znajdziecie Muzeum Warszawy – które oferuje zbiory związane z jej historią oraz Muzeum Literatury – gratka dla miłośników twórczości pisarskiej, znajdziecie tutaj wszelkiego rodzaju rękopisy, dzieła sztuki, książki, dokumentacje fotograficzne, jak i wiele wiele innych atrakcji. Możecie się również przejść Szlakiem Kulturalnych Piwnic Starego Miasta.
Podczas wycieczki na Rynek Starego Miasta w Warszawie przede wszystkim zobaczyć możecie pomnik Syrenki, który powstał w połowie XIX wieku z okazji pierwszego wodociągu w Warszawie. Pomnik ten był pierwszym pokazującym syrenę w warszawskiego herbu. Przez kolejne dziesięciolecia, w czasie burzliwej historii Warszawy pomnik Syreny znajdował się m.in. na terenie klubu sportowego, parku czy murach obronnych. Wielokrotnie padał ofiarą wandali, a Syrena zwykle traciła swój miecz. Dlatego dopiero w 1999 roku powróciła na Rynek. W 2008 oryginał zastąpiono kopią, a pomnik z XIX wieku znajduje się obecnie w Muzeum Warszawy.
Ze staromiejskim Rynkiem wiąże się także znana nam dobrze legenda o Bazyliszku. Dawno temu w okolicach warszawskiego rynku mieszkał płatnerz Maciej. Płatnerz to rzemieślnik, który wykonuje zbroje, tarcze, metalowe rękawice czy kolczugi. Maciej był bardzo dobrym człowiekiem. Pracował solidnie, a tarcze, które wykonywał były sławne na cały kraj. Maciej nad życie kochał swoje dzieci – Hanię i Kubę. Pewnego dnia dzieci poprosiły tatę czy mogą pójść na rynek, na którym właśnie odbywał się jarmark. Tato wyraził zgodę, ale ostrzegł dzieci, by nie zbliżały się do kamienicy w piwnicach której mieszka straszliwy potwór zwany Bazyliszkiem. Bazyliszek to zielony stwór o głowie koguta i długim ogonie. Na kogo spojrzy ten zamienia się w kamień. Maciej pracował do wieczora, polerując nową tarczę. Błyszczała już jak lustro, gdy płatnerz zorientował się, że jest bardzo późno, a dzieci nie wróciły na kolację. Poszedł więc na rynek w poszukiwaniu Hani i Jakuba. Jego uwagę przyciągnął tłum przy domu Bazyliszka. Przyjęci ludzie opowiadali jak za drzwiami kamienicy zniknęła dwójka dzieci. Maciej nie na myślał się długo, pobiegł po swoją nową tarczę i popędził prosto do kryjówki potwora. Gdy dotarł do piwnicy zobaczył przestraszone dzieci, które ukryły się za wielką skrzynią. Bazyliszek widząc nadbiegającego ojca, rzucił mu swoje przeklęte spojrzenie. Wtedy Maciej uniósł tarczę, a w wypolerowanej powierzchni Bazyliszek ujrzał sam siebie. Pod wpływem spojrzenia potwór zamienił się w kamień. Dzieci padły w objęcia taty, obiecując, że już zawsze będą posłuszne. Do owej legendy nawiązuje znajdująca się na rynku restauracja „Pod Bazyliszkiem”, gdzie nad wejściem króluje potwór.
Poza wieloma restauracjami, znajdziecie tutaj również sklepy z pamiątkami – pocztówki, magnesy, figurki… warto zobaczyć jakie dobrodziejstwa czekają na nas za witrynami, szczególnie gdy podróżujemy wraz z najmłodszymi A skoro już mowa o najmłodszych… Na ulicy Jezuickiej (wejście jest od ulicy Brzozowej) znajdziecie Teatr Małego Widza, który oferuje spektakle, warsztaty teatralne oraz inne atrakcje z myślą o najmłodszych podróżnikach.
Ze względu na dosyć drogie i często obłożone strefy parkingowe polecamy Wam wycieczkę pieszo, bądź komunikacją miejską. Idąc pieszo będziecie mogli przy okazji zobaczyć wiele zabytków Starego Miasta takich jak Zamek Królewski – którego jeśli jeszcze nie widzieliście, koniecznie wpiszcie na swoją listę „do zwiedzenia”. Jeśli chcecie dostać się do centrum komunikacją miejską, do celu dojedziecie linią autobusu 116, 160, 175, 178, 222 i 503. Dowiezie Was również tramwaj nr 4 oraz metro M1. Jeśli jednak koniecznie chcecie przyjechać autem, duże parkingi są przy ulicy Miodowej lub przy Wybrzeżu Gdańskim. Wybierając się na wycieczkę na Rynek Starego Miasta zabierzcie ze sobą dużo czasu i uśmiechu. Stare Miasto w Warszawie to gratka dla niejednego turysty, a bardziej zawzięci podróżnicy mogliby się przechadzać jego uliczkami co najmniej kilka dni, co rusz odkrywając coś nowego!
Jeśli planujecie rodzinną wycieczkę do Warszawy to koniecznie zerknijcie na nasz pomysł zwiedzania stolicy. Warszawa bowiem pełna jest zabytków i miejsc ważnych z punktu widzenia historii, a to potrafi znudzić nawet najdzielniejszego małego podróżnika. Dlatego my postanowiliśmy zwiedzić Warszawę na nasz sposób – ratowaliśmy porwaną z herbu syrenkę! Nie dość, że zamieniliśmy się w Superposzukiwaczy Przygód i ruszyliśmy na Tajną Misję, która okazała się fantastyczną rodzinną przygodą, to dodatkowo poznaliśmy legendy, zabytki, ciekawostki i historię odwiedzanych miejsc. Zobaczcie naszą przygodę i zaplanujcie zwiedzanie Warszawy z dziećmi:
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po EuropieRynek Starego Miasta w Warszawie
Rynek Starego Miasta w Warszawie
Coś się kończy, coś zaczyna…
W Rynku, także i uliczne
Błyszczą się od złota prawie;
Niemasz takich w Czersku, w Rawie
Na nich dziwne rysowanie,
Farbami ukształtowanie.
Pręgierz na warszawskim Rynku
Kamienice na Rynku w Warszawie
Cztery strony Rynku w Warszawie
Pomnik Syrenki na Rynku
Bazyliszek na Rynku
Rynek Starego Miasta w Warszawie
Rynek Starego Miasta w Warszawie – dojazd
Warszawa z dziećmi
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Inne atrakcje Warszawy
Rynek Starego Miasta w Warszawie
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Casa Mila w Barcelonie
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Hiszpania > Barcelona > Casa Mila
Casa Mila w Barcelonie
Casa Mila w Barcelonie to jeden z obowiązkowych punktów programu każdego turysty planującego pobyt w stolicy Katalonii. Niezwykły dom wyróżnia się spośród innych budynków na Passeig de Gràcia swoją falującą fasadą.
Historia Casa Mila
Ten niezwykły budynek został wybudowany przez najbardziej znanego hiszpańskiego architekta – Antonio Gaudiego, twórcy m.in. Sagrady Familii. Dom powstał w latach 1906-1912 na zlecenie bogatego przedsiębiorcy Pere Milà i jego żony – Roser Segimon.
Casa Mila zwany jest przez mieszkańców Barcelony „la pedrera” czyli kamieniołom. Barcelończykom bowiem przypominał on wielki skalny blok. W istocie jednak budynek w żaden sposób nie przypomina bezkształtnej, topornej bryły. Casa Milá, jak pragnął sam Gaudí, miała być odpowiedzią na brak interesujących budynków w mieście. W projekcie tym Gaudí nie używał lub używał minimalnie, prostej kreski. Powoduje to, że fasada budynku przypomina wzburzone morze, a raczej klif przez nie wyrzeźbiony. Barierki 32 balkonów z kutego żelaza przypominają morskie glony. Na duże uznanie zasługują też niesamowite, nieregularne kominy pokryte mozaiką, kształtem przypominające dym.
Jednak pomimo oryginalnej fasady, to wnętrze tego architektonicznego dzieła zasługuje na pochwałę. Malarz nurtu symbolicznego – Aleix Clapés był odpowiedzialny za dekoracje ścian La Pedrera. Projekt lobby składał się z serii malowideł ściennych imitujących gobeliny o tematyce mitologicznej z „National Heritage Collection”. W przedsionku gobeliny przedstawiają miłości Wertumnusa, boga pór roku i Pomony, bogini owoców i ogrodów. W sali przy Rue de Provence malowidła i sceny łączą się, pozwalając na bardziej swobodną interpretację. Z jednej strony grzechy główne: gniew i obżarstwo; z drugiej – seria bohaterów wojny trojańskiej i przygody Telemachusa, obie inspirowane dwoma fragmentami z Iliady i Odysei.
Nowatorskie podejście Antonio Gaudiego
Jak mawiał Gaudi «Mis ideas son de una lógica indisputable; lo único que me hace dudar es que no se han aplicado anteriormente.» czyli «Moje pomysły mają niezaprzeczalną logikę; jedyną rzeczą, która budzi we mnie wątpliwość, jest to, że nie były wcześniej stosowane ”. I możemy to zdanie odnieść do wielu jego projektów, a Casa Mila jest tego idealnym dowodem.
Pomimo swojego nietuzinkowego kształtu i można się pokusić o stwierdzenie “totalnie odjechanego” konceptu, Gaudi zadbał o komfort i wygodę mieszkańców domu. Wybudował tu podziemny, duży garaż, zainstalował nowoczesny system klimatyzacji, windy i zaprojektował budynek bez ścian nośnych! Co oznacza, że właściciele apartamentów mogli je dowodnie urządzać i przebudowywać.
Budynek jest uznawany za najbardziej dojrzałe technicznie i artystycznie dzieło artysty, a całość idealnie obrazuje sztukę awangardową XXI wieku. Mimo to jego budowa oraz zachowanie osób w nią zaangażowanych tak dojrzałe już nie było …
Kaprysy artysty i kosztowne zmiany
Gaudí stale zmieniał projekty, modelując i formując je tak, by osiągnąć swoją wizję idealną. Dodatkowo stosunki architekta z Milą nie były zbyt dobre. Artysta postanowił podnieść poprzeczkę, nadając fasadzie zaokrąglonych kształtów, wpychając w nią niejako siłę przyrody. Budowla nie spełniała jednak norm wielkościowych narzuconych przez urząd miasta, co skutkowało wysokimi mandatami, które w konsekwencji zaostrzyły konflikt pomiędzy Gaudim i Milą. Ostatecznie komisja dzielnicy Eixampla przyznała kamienicy status zabytkowy, co pozwoliło traktować projekt na mniej restrykcyjnych zasadach. Mimo to państwo Milá musieli zapłacić mandat w wysokości 100 000 pesetas, żeby go zalegalizować. Małżonkowie mieli zajmować tylko jedno z sześciu pięter, pozostałe zaś miały być przeznaczone na apartamenty pod wynajem. Roser Segimon zupełnie nie podobał się wystrój, który Gaudí zaprojektował dla jej mieszkania, w tym m.in meble. Kiedy architekt zmarł w 1926 roku, zmieniła całą dekorację na bardziej klasycystyczny styl.
Od 1929 na parterze budynku zaczęły się instalować różnego rodzaju sklepy i usługi. W 1940 zmarł Pere i 7 lat później jego żona postanowiła sprzedać biuro, ale dalej żyła na swoim piętrze, aż do śmierci w 1964.
Ciekawostki o Casa Mila
Obecnie po wielu latach, opuszczony „La pedrera” został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1984. Budynek został odrestaurowany i udostępniony turystom 12 lat później w 1996.
Casa Mila jest otwarty dla zwiedzających dniem i nocą, a rocznie odwiedza go ponad milion turystów z całego świata. W budynku odbywają się wystawy i konferencje, jest też siedzibą „Fundación Catalunya La Pedrera”. Jeśli Casa Mila Was urzeknie, to możecie tu wynająć mieszkanie! Na parterze działają punkty usługowe i sklepy.
Casa Mila bilety i cennik
Po pierwsze gorąco zachęcamy Was do zakupu biletów on-line, wtedy nie będziecie musieli oczekiwać w kolejce. Bilet rezerwujecie na konkretny dzień i godzinę. Opcji zwiedzania Casa Mila jest kilka. Najtańsza opcja to zwiedzanie samemu po wyznaczonej trasie, korzystając z audioguida – koszt bilety to 24 euro rezerwując on-line i 27 euro w kasie na miejscu. Nieco droższy jest bilet wstępu bez podania konkretnej daty i godziny, ale za to z ominięciem kolejek (29 euro). Możecie również wykupić wycieczkę z przewodnikiem, zwiedzanie nocne czy połączone z uroczystą kolacją, lampką cavy czy też w małej grupie przed godzinami otwarcia. Bilety możecie zarezerwować TUTAJ.
Geniusz Gaudiego ukazany w szalonych projektach, niesamowitych detalach, budowlach jak z bajki nas kompletnie urzekł i rozkochał w tym mieście. Będąc w Barcelonie i nie zobaczyć jego największych dzieł to jak być w Disneylandzie i nie zobaczyć Myszki Miki Przy tej samej ulicy, kilka przecznic dalej stoi inny dom projektu Gaudiego – Casa Batllo. Kolejny niesamowity projekt pokazujący kunszt artysty. Zerknijcie na nasz artykuł o Casa Batllo, ale ostrzegamy! Jak go przeczytacie to na bank będziecie chcieli go zwiedzić 🙂
Casa Mila z dziećmi
Jeśli podróżujecie z dziećmi i obawiacie się, że będą się w czasie zwiedzania nudzić, marudzić, a cała wyprawa do Barcelony zakończy się kłótnią to podrzucamy Wam pomysł jak zamienić nudne zwiedzanie w rodzinną super przygodę w Barcelonie! My pomagaliśmy Salamandrze Gaudiego (a jakże!) odzyskać kolory. Dzięki temu przez dwa dni intensywnie zwiedzaliśmy miasto bez zająknięcia, a Michaś zakochał się w Barcelonie i do dziś pamięta zabytki, ciekawostki i historię zwiedzanych zabytków. A wystarczyła do tego stara koszulka od wf-u, kolorowe flamastry do ubrań i mapa Zobaczcie koniecznie!
Noclegi w Barcelonie
My wpadamy do Barcelony zawsze przy okazji pobytów na campingu, a wokół Barcelony genialnych kempingów jest zatrzęsienie! Chociażby Kings, Sanguli Salou czy Playa Montroig 🙂
Jeśli wolicie noclegi w hotelu to zerknijcie na promocyjne oferty na Booking.com 🙂
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Najlepsze campingi w okolicy Barcelony
Bazylika św. Marka w Wenecji
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Włochy > Wenecja > Bazylika św. Marka
Bazylika św. Marka w Wenecji
Na pewno każdy wielbiciel włoskich klimatów wie, że Święty Marek ewangelista jest patronem Wenecji. Jednym z najbardziej znanych miejsc miasta na wodzie jest Bazylika św. Marka – perła architektury, górująca nad Wenecją już ponad 1000 lat. Tu spoczywają relikwie świętego, a skrzydlaty lew trzymający otwartą księgę, na której widnieje napis „Pax tibi, Marce evangelista meus” (Pokój z tobą, Marku, mój ewangelisto), biblijny symbol św. Marka został umieszczony na herbie republiki weneckiej. Będąc w Wenecji nie można nie odwiedzić tej niezwykłej świątyni, budowli będącej jednym z najwspanialszych dzieł ludzkich w historii.
Wenecka legenda o św. Marku
Z Bazyliką św. Marka wiąże się powszechnie znana legenda. Około 60 roku naszej ery, gdy tereny dzisiejszej Wenecji były jeszcze podmokłym trzęsawiskiem, Święty Marek podczas podróży przez lagunę zabłądził i nie mógł odnaleźć drogi. Wtedy ukazał mu się anioł, który przywitał się z nim wspomnianymi już słowami „Pax tibi, Marce evangelista meus” i wskazał odpowiedni kierunek drogi. Boży posłaniec przepowiedział też ewangeliście, że jego ciało zostanie złożone na wieczny spoczynek właśnie na tych wyspach.
Historia św. Marka
Według historii św. Marek zginął śmiercią męczeńską w Egipcie, gdzie głosił ewangelię i został pochowany w Aleksandrii, w której pełnił funkcję biskupa. Jednak proroctwo spełniło się w IX wieku dzięki dwóm kupcom o imionach Rusticus i Bonus, którzy dotarli do Aleksandrii, by wykraść ciało świętego. Ówczesnym patronem Wenecji był święty Teodor, którego szczątki były przechowywane w Konstantynopolu, więc Wenecjanie stwierdzili, że chcą mieć patrona, który będzie czuwał nad miastem na miejscu.
Sprawa kradzieży relikwii Marka ewangelisty do dziś jest owiana tajemnicą. Najbardziej znana teoria głosi, że aleksandryjscy strażnicy obwiniali tamtejszego króla o bezczeszczenie zwłok św. Marka i sami pomogli weneckim kupcom w kradzieży. Natomiast z celnikami kupcy poradzili sobie ukrywając zwłoki pod wieprzowym mięsem, którego muzułmanie, zgodnie z zasadami ich religii, nie mogą dotykać.
Według innej teorii, ciało św. Marka było potrzebne weneckiemu doży do rozgrywek politycznych, a Rusticus i Bonus byli jego agentami, którzy podawali się za kupców. Jednak jakkolwiek było naprawdę, ciało św. Marka znalazło się w Wenecji i został on wybrany na patrona miasta.
W 832 roku wybudowano dla niego godne miejsce pochówku. Niestety, kościół ten wraz z przylegającym pałacem dożów w 976 roku uległ zniszczeniu w pożarze. Świątynię odbudowywano w latach 1063 – 1094 i nadano jej status bazyliki.
Bazylika św. Marka w Wenecji
Projekt Bazyliki św. Marka wzorowany był na konstantynopolitańskim Kościele Św. Apostołów. Doża Domenico Selvo panujący w latach budowy bazyliki nakazał każdej wyprawie powracającej z dalekich krajów przywozić dary, które posłużą do wystroju wnętrza. To zdecydowało o bardzo różnorodnym charakterze świątyni łączącym wiele stylów i wpływów w jej detalach. Kościół został zaprojektowany na planie krzyża greckiego, jednak kształt ten jest wręcz niemożliwy do rozpoznania z Placu św. Marka. Bazylika posiada pięć kopuł wzniesionych na linii ramion krzyża. Fasadę bazyliki stanowią dwa poziomy arkad. Wmurowano w nią kolumny sprowadzone z Ziemi Świętej i Syrii, a w półkolistych tympanonach znajdują się przepiękne mozaiki przedstawiające sceny biblijne.
Nad głównym wejściem do bazyliki, przed środkową kopułą góruje pomnik św. Marka a poniżej jego symbol – lew. Górna część fasady to balkon zwany Loggia dei Cavalli, czyli Loża Koni. Jest to punkt widokowy, z którego można zobaczyć cały Plac Św. Marka i panoramę Wenecji. Wchodząc na górę (wstęp płatny) można obejrzeć z bliska rzeźbę koni z brązu, której wykonanie datuje się na II wiek p.n.e. Została przywieziona przez cesarza Teodozjusza II z Grecji.
Wnętrze Bazyliki św. Marka
Wnętrze Bazyliki św. Marka zapiera dech w piersiach. Wrażenie już robi jej ogrom, a także mozaiki pokrywające ściany, posadzki i sklepienia kopuł. Z początku wykonywali je sprowadzeni artyści z Konstantynopola, jednak późniejsze mozaiki są już dziełami wielkich malarzy, między innymi Tycjana, Tintoretto czy Veronese. Mozaiki w przedsionku przedstawiają sceny ze Starego Testamentu Biblii, zaś w głównej części Bazyliki – z Nowego, czyli życie Jezusa Chrystusa, Maryi Panny i Dwunastu Apostołów. Miłośnicy sztuki zapewne dostrzegą wpływy Bizancjum – kolorowe kamyki oraz malarstwo miniatur.
W prezbiterium pod baldachimem możemy zobaczyć najcenniejszy skarb świątyni – złoty ołtarz Pala d’Oro.
Oprócz tego w Bazylice znajduje się wiele cennych przedmiotów zwożonych latami przez kupców i żeglarzy, które przechowywane są w skarbcu bazyliki, który położony jest po prawej stronie transeptu – krótszej nawy przecinającej wszystkie nawy boczne .
We wnętrzu świątyni zobaczymy kolumny, które dzielą ją na nawy. Na pograniczu prezbiterium i nawy głównej znajduje się ikonostas, czyli przejście składające się z ośmiu kolumn, nad którym widać czternaście rzeźb oraz wielki krzyż.
Podczas budowy doża ukrył relikwie św. Marka i nie zdradził miejsca ich spoczynku. Po jego śmierci, mimo wielu podejmowanych prób nikt nie potrafił ich odnaleźć. Dopiero 25 czerwca 1094 roku miejsce ukrycia relikwii zostało odkryte. Odnalazł je doża Vitale Faliero w jednym z filarów świątyni. Obecnie ciało patrona Wenecji spoczywa we wnętrzu ołtarza, składającego się z czterech kolumn i marmurowego baldachimu. Miejsce to jest oczywiście najważniejszą częścią Bazyliki św. Marka.
Ważne informacje dla zwiedzających
Należy pamiętać, że Bazylika św. Marka jest miejscem kultu religijnego, więc będąc w jej wnętrzu trzeba zachować ciszę i spokój. Do Bazyliki nie można wejść z bagażem. Większe torby możemy zostawiać bezpłatnie w przechowalni w Ateneo San Basso (północna część placu Piazzetta dei Leoncini). W świątyni obowiązuje też odpowiedni strój – należy mieć zakryte ramiona i kolana, co jest bardzo rygorystycznie przestrzegane. We wnętrzu nie wolno fotografować ani kamerować. Wstęp do głównej części jest darmowy, jednak są również i części płatne. Kolejki przed wejściem są zwykle długie, jednak warto odczekać, by zobaczyć na własne oczy jej imponujące wnętrze.
Bazylika św. Marka często jest pomijana przez turystów, którym szkoda czasu na stanie w długiej kolejce. Ale naprawdę warto! Skorzystajcie z wcześniejszej rezerwacji i zajrzyjcie do środka. Wnętrze robi oszałamiające wrażenie, a bogactwo ozdób i przepych potrafią zwalić z nóg.
Godziny otwarcia bazyliki oraz cennik
W zależności od sezonu Bazylika jest otwarta w różnych godzinach. Od listopada do połowy kwietnia, od poniedziałku do soboty w godzinach 9:30 – 17:00 (ostatnie wejście 16:45), a w niedzielę i święta w godzinach 14.00-16.30. Od połowy kwietnia do 28 października od poniedziałku do soboty w godzinach 9:30 – 17:00 (ostatnie wejście 16:45), a w niedzielę i święta w godzinach 14.00 – 17.00.
Wejście do wnętrza Bazyliki św. Marka jest bezpłatne, ale dodatkowo płatne jest Muzeum św. Marka (5 euro dorośli, dzieci i młodzież 6-18 lat – 2,50 euro), Pala d'Oro czyli Ołtarz Główny – 2 euro dorośli, 1 euro dzieci i młodzież, Skarbiec – 3 euro bilet normalny i 1,5 euro ulgowy.
Istnieje też możliwość zarezerwowania wejścia na konkretny dzień i godzinę, co jest świetnym rozwiązaniem, bo nie trzeba stać w kolejce. Oferowane jest w wysokim sezonie, czyli od 1 kwietnia do końca października. Kosztuje dodatkowo 3 euro za osobę, ale warto wydać te kilka euro, które pozwoli Wam zaoszczędzić dużo czasu – wejście możecie zarezerwować TUTAJ
Zwiedzanie Wenecji z dziećmi
Wenecja pełna zabytków, kanałów i miejsc wartych zobaczenia może jednak zmęczyć i znudzić małego turystę. Dlatego koniecznie zobaczcie nasze pomysły na zwiedzania miasta. My wybraliśmy się tu na Tajne Misje – w jednej pomagaliśmy księżniczce odzyskać elementy maski weneckiej, a w drugiej kucharzowi Fabio odzyskać rodzinny przepis na pizzę.
Noclegi w Wenecji
Wokół Wenecji sporo jest kapitalnych kempingów tj. Union Lido, Rosapineta, San Francesco czy Ca Savio.
A jeśli wolicie hotele, to zerknijcie na oferty promocyjne na Booking.com 🙂
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Najlepsze campingi w okolicy Wenecji
Zamek Królewski w Warszawie
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Polska > Warszawa > Zamek Królewski
Zamek Królewski w Warszawie
Zamek Królewski w Warszawie to symbol stolicy, zdobiący widokówki i pamiątkowe gadżety. O Zamku Królewskim w Warszawie słyszał zapewne niejeden Polak, ale nie każdy go odwiedził. Jego początki sięgają już XIV wieku, a historia mu towarzysząca jest burzliwa i zdecydowanie warta poznania. Zobacz jakie atrakcje niesie za sobą wizyta w tym pięknym miejscu przepełnionym duchem historii.
Burzliwa historia Zamku Królewskiego w Warszawie
Zamek Królewski nie zawsze był tak piękny i okazały, jak ten, który mamy okazję zobaczyć w Warszawie dziś. Wraz z powstaniem Warszawy powstał gród, wzniesiony przez Bolesława II Mazowieckiego – datuje się go na początek XIV wieku lub co najwyżej na ostatnie lata wieku XIII.
Jego rozbudowa trwała kilka wieków, aż w końcu na tronie zasiadł Zygmunt III Waza (1587-1632), który prowadząc wielokrotne wyprawy do Szwecji, potrzebował miejsca, w którym mógłby ostać. Gdy podjęto decyzję o przeniesieniu stolicy do Warszawy, zamek rozbudowano i przekształcono go w rezydencję królewską w kształcie zamkniętego pięcioboku.
Przepych i bogactwo
Wnętrza zamku z upływem lat stawały się coraz bardziej okazałe, powstawały reprezentacyjne bramy, wznoszono miejsca kultury gdzie wystawiano przedstawienia i zabawiano szlachtę. Gromadzono również najznakomitsze dzieła sztuki, piękne tkaniny oraz wszelkie kosztowności, aby oczarować przyjezdnych – zamek wtedy był pełen przepychu i awangardy. Przed potopem szwedzkim Zamek Królewski był siedzibą władcy najpotężniejszego mocarstwa w Europie.
Wszystko pięknie, a tu… potop
Niezbyt długo trwał „złoty wiek” Zamku Królewskiego – w trakcie potopu szwedzkiego (1655-1657) jego wnętrza zostały ograbione i zdewastowane przez wojska szwedzkie i siedmiogrodzkie. Wojska szwedzkie transportowały skradzione łupy (dzieła sztuki, rzeźby, kosztowności) za pomocą łodzi. Interesującym faktem jest to, że w trakcie ich transportu kilka łodzi pod wpływem zbyt dużego obciążenia wywróciło się do góry nogami topiąc jednocześnie zebrane wcześniej łupy. Do dziś jest prawdopodobieństwo, że przy wystarczająco niskim poziomie wody, idąc brzegiem Wisły można natrafić na pozostałości właśnie tych łupów. Dotychczas wydobyto już 5,5 tony znalezisk z XVII wieku, w tym fragmenty z przebudowy Zamku Królewskiego z 1602 roku. Jeśli więc chcielibyście wybrać się na wycieczkę nad brzeg Wisły polecamy zabrać ze sobą wykrywacz metalu – a nuż znajdziecie skarb?
Wojska szwedzkie uszkodziły również Wieżę Zegarową i piękny pałacyk Karola Ferdynanda. Po okupacji Zamek przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy – zniszczone posadzki, ogołocone ściany, zniszczone i rozkradzione kominki. Odbudowę powzięto dosyć szybko i już latem 1658 roku przeprowadzono w Zamku pierwszy po przerwie sejm – w tym czasie władzę przejął Jan Kazimierz.
Po szybkiej odbudowie Zamku, w roku 1702 wojska szwedzkie po raz kolejny podjęły się ataku na rezydencję – niestety i tym razem z powodzeniem. Tym razem jednak oprócz wywiezienia kosztowności Szwedzi postanowili zamienić Zamek na szpital mieszczący 500 łóżek oraz stajnię. Przez 2 lata rezydencja była okupowana przez wojska szwedzkie.
Po dwóch latach rezydencja ponownie została poddana renowacji i odbudowie. Co ciekawe, już w roku 1707 na mocy traktatu pokojowego między Augustem II, a Karolem XII do Warszawy weszły wojska rosyjskie, a w Zamku zamieszkał Car Piotr I Wielki, któremu tak się spodobały dzieła zdobiące jego ściany, że wyjeżdżając ze stolicy postanowił zabrać większość z nich ze sobą.
Pokłosie wojen
Zamek Królewski prawdziwie rozkwitł pod władaniem Stanisława Augusta. W drugiej połowie XVIII wieku król zatrudnił najznakomitszych artystów do przebudowania wnętrz rezydencji, która stała się w tym czasie reprezentacyjną, monarszą rezydencją zawierającą wszystkie elementy i koncepcje oświecenia europejskiego.
W czasie zaborów (XIX wiek) po raz kolejny wiele zbiorów ostatniego króla znalazło się w Rosji, a raptem część z nich wróciła na swoje miejsce dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Polskę.
Zamek Królewski w czasie II wojny światowej
Jednak kradzieże i dewastacje mienia, których doświadczała rezydencja były niczym w porównaniu z tym, do czego doprowadziły pierwsze dni II wojny światowej. Podczas obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku, Zamek Królewski spłonął na skutek niemieckich bombardowań. Po zajęciu Warszawy pod przewodnictwem historyków i ekspertów rozpoczęto grabież dzieł sztuki, jak również demontaż posadzek, rzeźb, elementów kamiennych, do których to prac zapędzano codziennie setki Żydów.
Miesiąc później Adolf Hitler wydał rozkaz wysadzenia Zamku Królewskiego w powietrze. W niecałe trzy miesiące ekipy niemieckich saperów nawierciły otwory na dynamit we wszystkich ścianach oraz filarach będących częścią rezydencji
Ostatecznie Zamek wysadzono w roku 1944 podczas powstania warszawskiego. Po wysadzeniu budynku pozostały jedynie piwnice, dolna partia Wieży Grodzkiej, budynek Biblioteki Królewskiej oraz Arkady Kubickiego. Ze względu na ograniczenia finansowe oraz inne priorytety władz komunistycznych, decyzję o odbudowaniu rezydencji podjęto dopiero w roku 1971, a do roku 1980 jej realizacja finansowana była głównie ze składek społecznych. Już w roku 1974 budynek oddano w stanie surowym, a wyposażenie wnętrz oraz prace wykończeniowe trwały, aż do roku 1988.
Co ważne – już w roku 1980 Zamek Królewski wraz ze Starym Miastem w Warszawie, został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Ciekawostki o Zamku Królewskim
- od XVI wieku w Zamku Królewskim gromadziła się szlachta organizując sejmy.
- 3 maja 1791 roku w Sali Senatorskiej została uchwalona przez Sejm Czteroletni Konstytucja.
- w roku 1806 i 1807 na zamku przebywał cesarz Napoleon Bonaparte.
- 5 listopada 1916 roku w Sali Wielkiej ogłoszono tzw. Akt 5 listopada.
- 26 października 1927 roku urna zawierająca serce Tadeusza Kościuszki przyjechała do Warszawy i przewieziona została na Zamek Królewski, gdzie można ją zobaczyć do dziś.
- do dziś w kilku zamkowych wnętrzach (w tym jednym udostępnionym turystom) widać ślady po materiałach wybuchowych, którymi zaminowano rezydencję. Możecie je zobaczyć w ostatniej przed biblioteką salą na piętrze, na prawo od wejścia.
Zamek Królewski – czy warto?
Zdecydowanie dosyć już suchych faktów na temat Zamku Królewskiego i jego historii. Dlaczego więc warto go zwiedzić?
Jeśli jego ciekawa i pełna wzlotów i upadków historia nie sprawia, że Wasze serce bije szybciej, a rozum mówi: „Muszę to zobaczyć!”, zdecydowanie doprowadzą do tego piękne, pełne przepychu wnętrza i galeria znakomitych obrazów stworzonych przez wielkich artystów ubiegłych stuleci.
Przechadzając się pomieszczeniami zamkowymi, aż ciężko uwierzyć, że sama rezydencja jest młodsza niż niejeden warszawski blok, a to co widzimy to „tylko” rekonstrukcja.
Podczas zwiedzania można zobaczyć oryginalne insygnia królewskie Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz obrazy Rembrandta takie jak „Dziewczyna w ramie obrazu” czy „Uczony przy pulpicie”, a to dopiero jedne z niewielu atrakcji czekających na Was we wnętrzach tego budynku. Co ciekawe, insygnia królewskie: Miecz Orderu Świętego Stanisława, Łańcuch Orderu Orła Białego oraz berło z akwamarynu wywieziono podczas II wojny światowej i zdeponowano w banku w Ottawie w Kanadzie. Do kraju powróciły w 1959 roku, a po ukończeniu prac na Zamku Królewskim natychmiast podjęto decyzję o umieszczeniu ich właśnie tam. Dzisiaj zobaczyć je możecie w Kaplicy Małej, tam gdzie znajduje się urna z sercem Tadeusza Kościuszki.
Obrazy Rembrandta wraz z innymi dziełami sztuki przekazanymi przez prof. Karolinę Lanckorońską w 1994 roku możecie zobaczyć w Galerii Lanckorońskich, która jest zdecydowanie naszym numerem jeden jeśli chodzi o kierunek wycieczki w tymże obiekcie.
Innymi słowy: piękne, bogate wnętrza cieszące ludzkie oko, fantastyczne i okazałe zbiory, a do tego bajeczny krajobraz otaczający całość – zwiedzanie Zamku Królewskiego to prawdziwa uczta dla oczu z bardzo ciekawą historią w tle. Nic dziwnego, że obiekt ten jest na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO!
Warto zaznaczyć, że Zamek Królewski, jak to na zamek przystało, oferuje również usługi gastronomiczne. „Cafe Zamek” znajdziecie we wnętrzach tej pełnej przepychu rezydencji, ba! – za odpowiednią opłatą możecie tam nawet urządzić wesele!
Zamek Królewski w Warszawie – cennik
Dla tych, którzy nie lubią stać w kolejkach i czekać na zakup biletu, mam dobrą wiadomość! Na stronie Zamku Królewskiego można zakupić bilet online wybierając konkretną datę zwiedzania. Wolne terminy będą widoczne zaraz po wejściu na stronę zakupu.
A cena? Jak na tak okazałe zbiory i ilość atrakcji, które możemy zobaczyć podczas zwiedzania, cena biletu zdecydowanie należy do niskich.
Trasa Zamkowa to koszt 30 zł (bilet normalny) lub 20 zł (bilet ulgowy). Dzieci i młodzież do 16 lat płacą tylko złotówkę. Dodatkowo w środę można zwiedzać za darmo Audioprzewodnik do koszt odpowiedznio 17 i 12 zł. Wstęp do Pałacu pod Blachą – 15 zł (normalny) i 10 zł (ulgowy). Dzieci i młodzież do 16 lat – 1 zł.
Dla tych, którzy już nie mogą doczekać się wizyty, Zamek Królewski oferuje również zwiedzanie online dostępne na ich stronie internetowej.
Zamek Królewski – godziny otwarcia
Aby uniknąć niemiłych niespodzianek poniżej przedstawiam Wam godziny otwarcia Zamku Królewskiego wraz z godzinami zwiedzania – w końcu nikt nie lubi odbijania się od klamki, prawda?
Zamek możecie zwiedzać od wtorku do piątku w godzinach 12.00 – 17.00 i w weekendy w godzinach 10.00 – 17.00. Ogrody zamkowe są czynne codziennie od 10.00 do 20.00
Dojazd i parkingi w pobliżu Zamku Królewskiego
Zamek Królewski w Warszawie znajduje się na placu Zamkowym 4, którego charakterystycznym punktem jest Kolumna Zygmunta. Jeśli zamierzacie wybrać się tu autem to trzeba wiedzieć, że miejsc parkingowych jest niewiele, a całe centrum Warszawy okraszone jest płatnymi miejscami postojowymi. Komunikacja miejska wydaje się być o wiele tańszym i mniej frustrującym sposobem dotarcia do celu.
Do centrum dotrzecie autobusem linii 128 lub 175 (do przystanku Plac Zamkowy), albo tramwajem nr 4 z centrum do przystanku Stare Miasto.
Jeśli jednak przyjazd autem jest dla Was warunkiem koniecznym, polecamy parkować przy ulicy Miodowej lub na Wybrzeżu Gdańskim. Jeśli jesteście osobami lubiącymi aktywność fizyczną, z centrum dotrzecie na miejsce pokonując dystans trzech kilometrów – a spacer urozmaicić można o przejście przez park i starówkę.
Warszawa i Zamek Królewski z dzieckiem
Jeśli planujecie rodzinną wycieczkę do Warszawy to koniecznie zerknijcie na nasz pomysł zwiedzania stolicy. Warszawa bowiem pełna jest zabytków i miejsc ważnych z punktu widzenia historii, a to potrafi znudzić nawet najdzielniejszego małego podróżnika. Dlatego my postanowiliśmy zwiedzić Warszawę na nasz sposób – ratowaliśmy porwaną z herbu syrenkę! Nie dość, że zamieniliśmy się w Superposzukiwaczy Przygód i ruszyliśmy na Tajną Misję, która okazała się fantastyczną rodzinną przygodą, to dodatkowo poznaliśmy legendy, zabytki, ciekawostki i historię odwiedzanych miejsc. Zobaczcie naszą przygodę i zaplanujcie zwiedzanie Warszawy z dziećmi:
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Inne atrakcje Warszawy
Zielona Góra na weekend – atrakcje i pomysł na zwiedzanie
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Polska > Zielona Góra > Atrakcje miasta
Zielona Góra na weekend – atrakcje i pomysł na zwiedzanie
Pewnego ranka wybrałem się z rodzicami do Zielonej Góry. Planowaliśmy weekendowy wypad tu już od dawna. A właściwie od czasów naszej gry miejskiej, która organizowaliśmy dla National Geographic z okazji Festiwalu Podróżników, kiedy to Zielona Góra była miejscem spotkań fanów podróży. Wtedy była super zabawa, ale niestety zaraz po Festiwalu musieliśmy wracać do Wrocławia. Teraz sobie odbiliśmy, a najfajniejsze atrakcje Zielonej Góry przedstawię Wam w tym artykule.
Atrakcje Zielonej Góry
Atrakcje w centrum Zielonej Góry są położone tak, że dotrzecie wszędzie spacerem. To co Wam polecam to rozglądanie się dokoła, patrzenie pod nogi, na parapety czy ściany budynków. Tam bowiem czekają na Was mali mieszkańcy Zielonej Góry.
Spacerując po Zielonej Górze nie sposób bowiem nie natknąć się na Bachusiki, które są dziećmi dużego Bachusa siedzącego na Alei Niepodległości. Bachusy to mitologiczne stworzenia które są bogami płodności, dzikiej natury, winnej latorośli i wina. A że Zielona Góra to miejsce znane z winorośli to Bachusy mają tu sporo pracy i robią wiele ciekawych rzeczy. Jakich? Koniecznie zerknijcie tutaj:
Zielonogórski Rynek
Rynek, jak to rynek, jest sercem miasta już od wieków. Przez wiele stuleci był placem handlowym i głównym traktem komunikacyjnym. Był tu postój dorożek, a później taksówek i autobusów. W miejscu dawnego przystanku autobusowego dziś na pojeździe pędzi Bachusik MZKuś . Wokół rynku stoją domy z XIX i XX w., a tytuł najpiękniejszej nosi kamienica „Pod Sową” stojąca pod numerem 24.
Ratusz w Zielonej Górze
Pierwszy ratusz, który stanął na rynku w Zielonej Górze był zbudowany z drewna. Nie zachował się do dzisiaj, gdyż strawił go pożar. Obecny ratusz został zbudowany w XV wieku w stylu gotyckim. Od tego czasu był wielokrotnie przebudowywany, a pożary nękające miasto też go nie oszczędziły, bowiem ratusz płonął kilkukrotnie – w 1582, 1627 i w 1651 roku. W podziemiach ratusza działa winiarnia, która ma kilkuset lenią tradycję. Pierwsza wzmianka o winiarni w budynku ratusza pochodzi z XVII wieku.
Co ciekawe, ratuszowa wieża jest… krzywa! Kiedy na początku XIX wieku przeprowadzano remont wieży, popełniono błąd konstrukcyjny, który spowodował, że hełm wieży jest lekko przechylony. Najlepiej krzywy hełm widać od ulicy Krawieckiej.
Oczywiście wokół ratusza zamieszkało kilka Bachusów, m.in. Pędzibeczek wtaczający beczkę do winiarni czy biegający z aparatem przy Informacji Turystycznej Partnerus Turistikus. Jest też Ciekawek pokazujący palcem na swojego brata Śpiocha, który drzemie przy odkrytych, starych murach. Niestety szyba za którą umieszczone są wykopaliska jest tak porysowana i zniszczona, że w ciągu dnia nic przez nią nie widać. Wieczorem jest szansa wypatrzyć Śpiocha gdy ruiny są podświetlone.
Zielona Góra – dużo miejsca na spacery
Zarówno Rynek jak i okoliczne ulice wyłączone są z ruchu samochodowego, dzięki czemu macie tu sporo miejsca na bezpieczne spacery czy jazdę na hulajnogach. Można przysiąść na ławce, poszukać Bachusów, których jest tu zatrzęsienie i zjeść lody. Podpowiemy Wam, że najwięcej Bachusów na metr kwadratowy jest na ulicy Pod Filarami.
Plac pocztowy
Ulicą Pod Filarami dojdziecie do Placu Pocztowego. Kiedy na Rynku wybudowano Ratusz, zmniejszył się plac handlowy. Dlatego poszukano innego miejsca, gdzie część przekupek mogła sprzedawać swoje towary. I tak obecny Plac Pocztowy stał się Rynkiem Garncarskim, gdyż to właśnie tu handlowano garnkami. Obecna nazwa placu wywodzi się od poczty, działającej tutaj od XVIII wieku. W XIX wieku wokół placu mieszkali najbogatsi zielonogórzanie i znajdowały się znane hotele.
Obecnie oko przyciąga budynek zwany Emitażem, który wybudowany jest z cegły tworzącej jednocześnie dekoracyjne wzory. Na piekarnią na placu rogaliki wcina Rzepikus Rogalikus.
Wieża Łaziebna
Z Placu Pocztowego blisko jest do kolejnej atrakcji. Wieża Łaziebna zwana też Głodową jest pozostałością bram miejskich, które kiedyś otoczone murami strzegły wjazdu do miasta. Zbudowana w XV wieku ma 35 metrów wysokości. Pierwotna nazwa Łaziebna wzięła się od położonej w pobliżu łaźni miejskiej. Po wieży wdrapuje się Bachusik, jednak jakoś nigdy mu się to nie udaje. Zawsze odpada od wieży i stąd jego imię – Odpadek.
Kościół Matki Boskiej Częstochowskiej i pomnik Urbana I w Zielonej Górze
Budowla została wzniesiona jako kościół protestancki. Bogate wyposażenie wnętrza ufundowali w dużej mierze mieszkańcy miasta. Kościół wybudowano w XVIII wieku, ale bez wieży, która była ujęta wyłącznie w planach i zostawiono ją „na później”. Wybudowano ją w 1828 roku z kamieni pochodzących z murów miejskich. W roku 1929 roku na wieży zamontowano wykonany w Berlinie zegar. Przed rozpoczęciem każdej Mszy Świętej odbywa się uroczystość odsłony obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który był wzorowany na tym z Jasnej Górze. Kościół został zbudowany w stylu barokowym, a budowla swoją konstrukcją przypomina słynne Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy.
Obok kościoła znajdziecie pomnik świętego Urbana I – oficjalnego patrona miasta. Św. Urban I to m.in patron winiarzy, dlatego wyciągniętej ręce trzyma kiść winogron, którymi częstuje przechodniów.
Konkatedra pw. Św. Jadwigi Śląskiej
Kościół zbudowany w II połowie XIII w. przez księcia Konrada I Głogowskiego i jego syna, Henryka Głogowczyka, poświęcony jest św. Jadwidze. Kościół był przebudowywany i wielokrotnie niszczony przez pożary czy katastrofy budowlane – w XVIII wieku zawaliła się wieża. Warto zajrzeć do środka, bo barokowy chór i piękne rzeźby przyciągają wzrok i obiektywy aparatów. Spróbujcie wypatrzyć podobiznę św. Jadwigi, która przedstawiana jest zawsze z makietą kościoła w ręce.
Filharmonia w Zielonej Górze
Melomani i fani muzyki znajdą w Zielonej Górze Filharmonię. Znajduje się ona blisko kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej, w budynkach dawnego domu wspólnoty ewangelickiej. Przed Filharmonią jest bardzo przyjemna scena letnia i kolorowe fontanny.
Pomnik Dobosza i mury miejskie
Blisko Filharmonii przycupnął Dobosz – pomnik poświęcony dzieciom biorącym udział w bitwach i konfliktach zbrojnych. Chłopiec ubrany w wojskowy płaszcz i czapkę uderza pałeczkami w werbel. Za plecami Dobosza znajduje się najlepiej zachowany fragment murów miejskich. W przeszłości mury, zbudowane z kamienia polnego, otaczały miasto kołem o obwodzie 800m i wysokości około 6 metrów.
Pomnik Andrzeja Huszczy
Fani żużla wiedzą o kogo chodzi 🙂 Andrzej Huszcza to gwiazda klubu ZKŻ Zielona Góra, który w czasach swojej 33 letniej kariery był przez pewien czas najstarszym, aktywnym zawodnikiem sportu żużlowego w Polsce. Jest Honorowym Obywatelem Miasta, a rzeźba przedstawiająca Andrzeja Huszczę szalejącego na motorze znajduje się blisko pomnika Bachusa, na ul. Niepodległości.
Palmiarnia w Zielonej Górze
Palmiarnia położona na szczycie Winnego Wzgórza i otaczający ją Park Winny to zielona, cudna plama na mapie miasta. Już w 1818 roku na wzgórzu wybudowano dom winiarski. Prawie 150 lat później, w latach 60-tych XX wieku wybudowano szklarnię przylegającą do domu, w której działała kawiarnia. W kolejnych latach palmiarnię powiększano i rozbudowywano, szczególnie ze względu na daktylowca, który się bardzo rozrastał i w pewnym momencie przestał się mieścić w szklarni. Poza daktylowcem jest tu także 150 innych, różnych gatunków roślin. Większość z nich wymaga ciepła, więc w Palmiarni lato trwa cały rok! W upały temperatura pod samym dachem może dochodzić nawet do 50 stopni.
W Palmiarni czas odmierza 10 metrowy, drewniany, blisko dwutonowy zegar z kukułką! To KronoZegar. Fanów lubuskiego wina zaprasza piwniczka winna pełna butelek z okolicznych winiarni. Obecnie w Palmiarni działa kawiarnia, można wynająć miejsce na spotkania biznesowe czy zorganizować tu wesele.
Palmiarnię otacza Park Winny. Na zboczach wzgórza rosną winorośla, a wypocząć można na ławeczkach i leżakach. Przy budynku Palmiarni jest duży napis I LOVE ZIELONA, obok świetny plac zabaw i labirynt z żywopłotu. Oczywiście nie mogło zabraknąć tu Bachusika – przed głównym wejściem spotkacie Palmixa. Poza figurką Bachusa, warto zwrócić uwagę na pomnik chłopca z koniem, który znajduje się na zboczu góry. Rzeźba jest jednym z charakterystycznych symboli miasta. Pochodzi z 1936 r. i powstała z okazji olimpiady w Berlinie.
Prezent dla Bachusa – pomysł na zwiedzanie Zielonej Góry z dziećmi
My zwiedzaliśmy Zieloną Górę naszym autorskim sposobem na zwiedzanie miast z dziećmi. Kto jeszcze nie wie, to w skrócie powiemy, że w każdym odwiedzanym mieście mamy do wykonania Tajną Misję, która wymaga sprytu, odwagi, odszyfrowywania haseł, łamania szyfrów i szukania wskazówek. Nie inaczej było w Zielonej Górze, gdzie bogowie z Olimpu poprosili nas o pomoc w znalezieniu idealnego prezentu dla ich kumpla Bachusa Jesteście ciekawi? Zobaczcie koniecznie:
Noclegi w Zielonej Górze
Odwiedzając polskie miasta korzystamy zawsze z booking.com, bo to największa wyszukiwarka sprawdzonych hoteli. Zerknijcie jakie hotele i apartamenty są dostępne w Zielonej Górze.
Zielona Góra – czy warto?
Do Zielonej Góry przyjechaliśmy w czasie epidemii koronawirusa, dlatego część atrakcji tj. Centrum Przyrodnicze czy Planetarium Wenus było zamkniętych. Mam pretekst, żeby tu wrócić Być może do tego czasu pojawią się nowe Bachusy, których szukanie sprawiło mi dużo frajdy. Jeśli szukacie pomysłu na weekend w Polsce, to wpadnijcie do Zielonej Góry. Nie będziecie się nudzić. Zerknijcie na nasze fotki.
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Inne atrakcje Polski
Bachusiki w Zielonej Górze
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Polska > Zielona Góra > Bachusiki
Bachusiki w Zielonej Górze
Bachus, bóg płodności, dzikiej natury, winnej latorośli i wina usiadł na deptaku w Zielonej Górze. Jest tu dużo winiarni, więc jest to bardzo dobre miejsce dla boga wina. Ale nie przybył tu sam! Towarzyszą mu bowiem Bachusiki. Wszystkie małe bachusiki to są dzieci Bachusa, które rozbiegły się po całym mieście.
Bachus w Zielonej Górze
Jak mówi mitologia, Bachus został zabity przez tytanów, a jego krew kapnęła na wybrzeże Morza Śródziemnego, we Francji, Włoszech, a kilka również w Niemczech i na Ziemię Lubuską w południowo-zachodniej Polsce. Tam gdzie wsiąkała krew Boga wina wyrosły wspaniałe winnice.
Pierwsza winnica na Ziemi Lubuskiej powstała w XII wieku. Od tego czasu okoliczne zbocza obrośnięte były winną roślinnością, a wino lało się strumieniami. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że Zielona Góra jest najdalej wysuniętym europejskim miastem w którym produkuje się wino.
Dlatego właśnie we wrześniu 2010 roku, na zbiegu ulic Żeromskiego, Kupieckiej i Alei Niepodległości stanął pomnik Bachusa siedzącego na beczce z winem. Pomnik to dzieło krakowskich rzeźbiarzy – Jacka Gruszeckiego i Roberta Dyrcza. Bachus szybko wpisał się krajobraz Zielonej Góry i stał się nieoficjalnym patronem miasta. Rządzi w nim szczególnie we wrześniu, kiedy odbywają się imprezy winiarskie. Bachus aktywnie uczestniczy w życiu mieszkańców – zachęcał już do bycia dawcą szpiku kostnego, cieszył się ze zwycięstwa żużlowców, dumnie nosząc szalik klubu. W zimie często ma mikołajową czapkę, a jesienią stoją wokół niego dynie. W czasach koronawirusa Bachus nosił maseczkę.
Bachusiki w Zielonej Górze
Bachusiki to dzieci Bachusa, które znajdziecie w różnych miejscach w mieście. Niewielkie Bachusiki przypominają wrocławskie krasnale, tyle że jest ich o wiele mniej. Bachusów jest niewiele ponad pięćdziesiąt, a krasnali blisko 400.
Bachusiki nie są aż tak popularne jak krasnale, ale są śmieszne i robią różne dziwne rzeczy, które wynikają chyba z ilości wypitego wina 🙂 Większość z nich bowiem nie rozstaje się winogronami, beczkami lub kielichami. I tak np. Beczkuś kąpie się w beczce z winem czy Transportikus jeździ na 2 ciężarówkach, które zastępują wrotki. Większość imion Bachusików ma końcówkę -us np. MZKus, Partnerus Turistikus czy Expertus. Pomysł na to, aby Bachusiki pojawiły się w mieście powstał w 2010 roku, kiedy to w mieście odbywały się prace rewitalizacyjne i szukano pomysłu na ożywienie centrum i nowe atrakcje.
Najpopularniejsze Bachusiki
Najwięcej Bachusików na metr kwadratowy jest na ul. Pod Filarami. Są tam Złotorogus, Sokolnikus, Artemida, Canishuberticus, Huberticus, które nawiązują do tradycji łowieckich i myśliwskich. Jest tu też RODuś Ogrodnikus ufundowany przez Polski Związek Działkowców i wspomniany wyżej Transportikus. Sporo Bachusików jest też na Rynku. W miejscu kiedy dawniej był przystanek autobusowy spotkacie MZKusa, który pędzi na autobusie, dzierżąc w dłoni kielich wina. Nie daleko jest również Skarboniusz ciągnący do banku świnkę pełną monet. Przy informacji turystycznej w ratuszu spotkacie Partnerusa Turistikusa, który swój rozgrzany do czerwoności aparat kieruje w stronę Cottbus – niemieckiego miasta partnerskiego Zielonej Góry. Pod drzewami stoi Ciekawek, który palcem wskazuje na szklane płyty. Niestety na chwilę obecną szyby są bardzo porysowane i nie widać, że pod nimi znajdują się odkryte ruiny, przy których drzemie kolejny Bachusik – Śpioch. Nam podobał się też bardzo Rzepikus Rogalikus, którego możecie namierzyć nad piekarnią na placu Pocztowym. Palmiarnia jest również bardzo często odwiedzanym przez turystów i mieszkańców miejscem. Jest tutaj jeden Bachusik który stoi pod palmą blisko wejścia. Nazywa się Palmix. Jak mówi legenda jeśli połaskocze się Kredytusa w stopę to da złotówkę Jak nie wiecie, która godzina to musicie udać się do Polporka, ufundowanego przez firmę produkującą zegarki, wiec Polporek ma ich sporo. Nawet na nodze.
Zwiedzając Zieloną Górę natkniecie się na wiele Bachusików, które kryją się w cieniu największych zabytków i atrakcji miasta.
Bachusiki kontra krasnale
Jeśli ktoś kiedyś szukał krasnali we Wrocławiu to szukanie Bachusów spodoba mu się na bank! Bachusy są dużo śmieszniejsze, zdecydowanie bardziej imprezowe i łatwiejsze do znalezienia, co na pewno spodoba się małym dzieciom. Poza tym w ciągu kilku godzin można zobaczyć je wszystkie. Krasnale trudniej znaleźć, jest ich dziesięciokrotnie więcej i są rozrzucone po całym mieście. Jednak mimo to uważamy, że i bachusy i krasnale są tak samo fajne, a ich szukanie sprawia tyle samo frajdy.
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Atrakcje Polski
Fontanny na Starym Rynku w Poznaniu
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Polska > Poznań > Fontanny na Rynku
Fontanny na Starym Rynku w Poznaniu
Cztery studnie w czterech rogach Starego Rynku w Poznaniu to najpopularniejsze fontanny w mieście. Podpowiadamy dlaczego warto im się bliżej przyjrzeć.
Fontanny na Starym Rynku w Poznaniu – historia
Cztery studnie znajdujące się w czterech rogach Rynku pojawiły się w mieście w XV wieku, a korzystali z nich zarówno mieszkańcy jak i ich zwierzęta. Z biegiem lat zwykłe studnie stały się fontannami, a pierwsze rzeźby pojawiły się w XVI wieku.
Nie wiadomo niestety jakie rzeźby zdobiły dwie pierwsze fontanny, jednak wiedząc, że kolejne dwie przedstawiały lwa i jelenia, można domniemywać, że wszystkie symbolizowały zwierzęta.
W XVII wieku zwierzęta ustąpiły miejsca starożytnym bogom. Na fontannach pojawiły się rzeźby Saturna, Neptuna, Apolla i Jowisza, które nawiązywały do czterech żywiołów. Naprawdopodobniej w XIX wieku fontanny zostały zlikwidowane ze względu na rozbudowę miejskiego wodociągu.
Fontanny czterech żywiołów w Poznaniu
Do pomysłu odtworzenia fontann powrócono w XX wieku, które ostatecznie wróciły na rynek na początku XXI wieku. Ponownie przedstawiają antyczne bóstwa, ale w innym składzie niż pierwotnie.
Fontanna Prozerpiny
Najstarsza zachowana fontanna to Fontanna Prozerpiny, którą znajdziecie przed wejściem do ratusza. Dawniej w tym miejscu studnię rzeźbiła figura Jowisza. Figury na fontannie to Prozerpina, córka Ceres, porywana przez władcę podziemi – Plutona. Warto przyjrzeć się zdobieniom fontanny. Znajdują się tu bowiem cztery putta – nadzy chłopcy przedstawiający cztery żywioły.
Miejska legenda mówi o tym, że fontannę Prozerpiny ufundował niewierny mąż przyłapany przez żonę w sytuacji niezostawiającej wątpliwości iż dopuścił się cudzołóstwa. Ponieważ groziła mu sroga kara, uprosił on magistrat, by w ramach kary zafundować miejską studnię.
Fontanna Apolla
W innym rogu Rynku natkniecie się na Fontannę Apolla, boga piękna, tańca, muzyki i poezji. Na głowie wieniec laurowy, którym ozdabiano głowy zwycięzców na starożytnych igrzyskach w Grecji i Rzymie. To też symbol wybitnych osiągnięć w różnych dziedzinach życia. W dłoniach trzyma lirę. Apollo symbolizuje żywioł powietrza.
Fontanna Neptuna
Fontanna Neptuna, symbol wody, stoi w miejscu dawnego targu rybnego. Warto wiedzieć, że w XVIII wieku Neptun był popularnym symbolem mórz i rzek w Polsce i bardzo często jego wizerunek pojawiał się na fontannach czy studniach. Zdobił fontanny w wielu miastach Polski np. w Gdańsku, Wrocławiu czy Świdnicy.
Na rzeźbie wypatrzycie starożytnego boga mórz z wyłaniającą się z wody żoną Amfitrytą i synem Trytonem. Miejska plotka głosi, że u rzeźbiarza zamówiono wyłącznie pomnik z postacią Neptuna, jednak artysta stworzył dzieło trzech postaci, a Trytonowi nadał własne rysy twarzy.
Fontanna Marsa
Żywioł ognia symbolizuje Fontanna Marsa, boga wojny. To była ostatnia fontanna, która powróciła na poznański rynek. W XVII wieku w tym miejscu stała fontanna Saturna, boga urodzaju i rolnictwa. Miejsce nie było przypadkowe, gdyż w tym miejscu handlowano płodami rolnymi.
Spacerując po poznańskim Starym Rynku warto zwrócić uwagę na fontanny, które mogą zginąć wśród innych atrakcji Rynku, o których pisaliśmy tutaj:
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Atrakcje Polski
Stary Rynek w Poznaniu
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Polska > Poznań > Stary Rynek
Stary Rynek w Poznaniu
Rynek w Poznaniu słynie z fontann, kolorowych Domków Budniczych i oczywiście trykających się koziołków. Wszystko co warto wiedzieć o rynku w Poznaniu, by nic Wam nie umknęło w czasie zwiedzania piszemy właśnie w tym artykule.
Stary Rynek w Poznaniu
Stary Rynek jest trzecim co do wielkości rynkiem w Polsce, tuż za Rynkiem we Wrocławiu i Rynkiem w Krakowie. Główny plac miasta był w miejscu obecnego Rynku wytyczony już w XIII wieku. To miejsce w którym przez wieki funkcjonowały jatki i targi chlebowe, rzeźnicze czy winiarskie. Swoje stoiska mieli budnicy (zajmujący się wyrębem lasów i wytwarzaniem produktów z drewna), szewcy, sprzedawcy sukna, garbarze i kuśnierze. Funkcjonował rynek solny, rybny, garncarski i kwiatowy.
Tutaj też krzyżowały się drogi międzynarodowe oraz szlaki handlowe, dlatego na poznańskim rynku sporo było kramów z produktami na handel regionalny i zagraniczny.
Na początku wszystkie budynki były drewniane, a pierwszym murowanym budynkiem była waga miejska. Kamienne budynki mieszkalne i kramy zaczęły pojawiać się dopiero w XIV wieku, dopiero po tym jak zezwolił na to Władysław Jagiełło nadając Poznaniowi taki przywilej.
Przez stulecia rynek był miejscem tętniącym życiem, jednocześnie pełniąc funkcję ogłoszeniową. Bowiem to tu za pomocą hejnału ogłaszano godzinę, a rozkazy, rozporządzenia i ustawy ogłaszano na każdym rogu placu. Na rynku odbywały się jarmarki i kiermasze, a do najpopularniejszych należały jarmark wielkanocny, świętojański czy bożonarodzeniowy.
Co ciekawe, to właśnie przez rynek przebiegała pierwsza linia tramwajowa w mieście. Na początek był to tramwaj konny, który wyruszył pod koniec XIX wieku, który później zastąpiono elektrycznym.
Jednak to miejsce nawiedzały także pożary, wojny i zniszczenia. W czasie odbudowy Rynku po II wojnie światowej, zdecydowano zamienić stragany i kramy na miejsce pełne instytucji kulturalnych, muzeów, galerii czy punktów gastronomicznych. W ten sposób Rynek zatracił swoją wielowiekową tradycję wielkiego placu handlowego na rzecz najbardziej reprezentacyjnej części miasta.
Atrakcje Starego Rynku w Poznaniu
Obecnie Stary Rynek to jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc w Poznaniu. Na placu organizowane są jarmarki, festiwale i imprezy masowe. Znajduje się też kilka ważnych obiektów i budynków, które warto poznać bliżej.
Ratusz w Poznaniu
Największą atrakcją ratusza w Poznaniu są oczywiście trykające koziołki, które codziennie w południe bodą się rogami pod zegarem ku uciesze zgromadzonych pod ratuszem mieszkańców i turystów. Poza tym można tu wysłuchać hejnału, z którym wiąże się legenda o królu kruków. Sam ratusz, bogato zdobiony ma kilka ciekawych elementów, na które warto zwrócić uwagę.
Fontanny na Rynku w Poznaniu
W czterech rogach Starego Rynku w poznaniu umieszczone są fontanny czterech żywiołów, które zdobią rzeźby starożytnych bogów – Prozerpiny, Apolla, Neptuna i Marsa. Fontanny powstały w miejsce dawnych studni, które dostarczały miastu wodę. O tym dlaczego warto zwrócić uwagę na fontanny pisaliśmy TUTAJ (KLIK)
Pręgierz na Rynku w Poznaniu
Niedaleko fontanny Prozerpiny, przy Ratuszu znajduje się pręgierz, który stanął tu w XVI wieku. Był miejscem w którym wykonywano kary i chłosty. Na szczycie pręgierza stoi kat z uniesionym w górę mieczem, który symbolizuje prawo do kary śmierci. Dawniej w słupie tkwiły żelazne obręcze za pomocą których przywiązywano skazańców do słupa.
Studzienka Bamberki w Poznaniu
Fontanna przedstawia Bamberkę w tradycyjnym bamberskim stroju, która w dłoniach trzyma nosidła, czyli drewniany przyrząd do noszenia ciężarów i konwie – duże naczynia używane w winiarstwie.
Fontanna Bamberki ma już ponad 100 lat. Ufundowała ją znana rodzina Goldenringów zajmująca się winiarstwem. Do rzeźby Bamberki pozowała osiemnastoletnia wówczas Jadwiga Gadziemska. Była pracownicą winiarni, a fundator wybrał ją na modelkę w nagrodę za dobrą pracę. Rzeźba miała upamiętniać osadników przybyłych do Poznania z okolic Bambergu. Bambrzy bowiem to Polacy, zamieszkujący okolice Bambergu w Niemczech, których przodkami byli niemieccy osadnicy. Zostali sprowadzeni do Poznania przez władze miasta, w celu zasiedlenia wyludnionych wsi.
Studzienka powstała dla kupców, którzy wystawiali swoje produkty na rynku. Służyła ona zarówno ludziom jak i zwierzętom – znajdowały się przy niej poidła dla koni i psów. Była to też reklama winiarni.
Waga Miejska w Poznaniu
Waga miejska to w przeszłości było bardzo ważne miejsce na rynku. Zajmowano się tu bowiem ważeniem i mierzeniem towarów sprzedawanych przez kupców. Pracował tu najważniejszy urzędnik czyli ważnik, który nadzorował poprawność ważenia i mierzenia oraz naliczał odpowiednie opłaty. Z wyposażenia Wagi sprzed 1890 roku zachował się kominek, który można oglądać w Sali Królewskiej w ratuszu. Do budynku Wagi przylega fragment zrekonstruowanych ław chlebowych. Miejsce w którym dawniej sprzedawano chleb.
Odwach
Inna budowlą na rynku jest odwach. To parterowy budynek, który był siedzibą straży miejskiej, a później policji. W okresie międzywojennym znajdował się tutaj areszt garnizonowy. Obecnie mieści się tu Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Na szczycie budynku znajdują się trzy herby: herb Rzeczypospolitej z czasów Stanisława Augusta Poniatowskiego, herb Raczyńskich – Nałęcz i herb Poznania. Ten ostatni trzymany jest przez dwie syreny, w tle widać m.in. dwie chorągwie.
Pomnik Jana Nepomucena
Pomnik św. Jana Nepomucena to jeden z najstarszych pomników na poznańskim Rynku. Stoi tu już prawie 300 lat! Jan Nepomucen mieszkał w Pradze i był spowiednikiem rodziny królewskiej. To ściągnęło na niego śmierć, ponieważ nie chciał wyjawić tajemnicy spowiedzi żony króla Czech, Wacława IV. Król natomiast podejrzewał swoją żonę o zdradę i chciał się od Nepomucena dowiedzieć, czy wyjawiła mu ten haniebny grzech na spowiedzi. Jan Nepomucen zginął w 1393 roku w wodach Wełtawy zrzucony na rozkaz króla z Mostu Karola.
Św. Nepomucen jest patronem mostów i chroni przed powodzią. Jednak nawet w Poznaniu nie dał rady żywiołowi i zaledwie kilka lat po postawieniu pomnika, bowiem w roku 1736 woda zalała Poznań. Była to największa powódź w historii miasta. Tabliczka, która znajduje się na ścianie kamienicy „Pod Daszkiem” wskazuje poziom wody.
Inne sławne pomniki Jana Nepomucena znajdują się na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu czy na Moście Karola w Pradze.
Domki budnicze
Obok ratusza, niedaleko pręgierza znajdują się urocze domki budnicze. Pierwsze domki pojawiły się w tym miejscu w XIII wieku, a sprzedawano w nich ryby, świece, sól i inne przedmioty codziennego użytku. 300 lat później drewniane domki zastąpiono murowanymi kamieniczkami, które na parterze miały kramy, a na piętrze mieszkania. Kamieniczki mają różną szerokość – im szersza tym jej właściciel był bogatszy. Na niektórych domkach można znaleźć herby mówiące o tym czym handlował dany kupiec.
Kamieniczki są piękne i kolorowe, a ich nazwa wzięła się od tego, że w jednej z nich mieściła się kiedyś siedziba Bractwa Budników. Znajdziecie na niej herb budników – śledzia z którego wyrastają palmy. Na rynku znajduje najkrótsza uliczka w mieście. To ul. Kurzanoga. Ma 55 metrów znajduje się za domkami budniczymi.
Kamienice na poznańskim Starym Rynku
Turyści bardzo często skupiają swoją uwagę na atrakcjach usytuowanych w centrum placu i na straganach z pamiątkami, pomijając zupełnie kolorowe kamienice otaczające Stary Rynek. Nie powielajcie tego błędu! Rozejrzyjcie się dookoła i zwróćcie uwagę na detale i zdobienia kamienic.
Możecie wypatrzyć płaskorzeźby przedstawiające ludzi przy pracy (np. złotnika na kamienicy 38), postacie znane z mitologii (dom nr 40 czy 66), prace krawieckie (na domu nr 73 gdzie mieściła się cecha krawiecka) czy dzieci, które wypatrzycie na kamienicy 72, w której mieszkał lekarz dr Jan Chrościejewski, który jako pierwszy opracował podręcznik chorób dziecięcych. Sporo zdobień przedstawia zwierzęta i rośliny.
Pod nr 37 mieści się Czerwona Kamienica nazywana również Czerwoną Apteką, która nazwę zawdzięcza kolorowi elewacji oraz aptece, która się dawniej tu mieściła. Kamienica jest szersza od innych domów, a to dlatego, że powstała w wyniku połączenia dwóch domów.
Z domem nr 50 czyli kamienicą zwaną Pod Daszkiem wiąże się legenda. Podobno pewnego razu ucztował w tej kamienicy król August II Mocny, a wyglądając przez okno zachwiał się i wypadł na daszek nad wejściem. Daszek zapewnił mu miękkie lądowanie, więc królowi nic się nie stało. W kamienicy nr 44 mieści się Muzeum Instrumentów Muzycznych.
Na kamienicy 79 wydrapano portrety Mikołaja Kopernika, Marii Skłodowskiej-Curie, Stanisława Staszica, Jana i Jędrzeja Śniadeckich oraz symbole nauki. Ciekawa jest informacja o właścicielach kamienicy nr 54. Tu mieszkała rodzina Wildów od których nazwiska pochodzi jedna z dzielnic Poznania – Wilda. Następnie kamienicę kupił malarz z Krakowa Jan Schilling. Od jego nazwiska nazwano inną część miasta – Szeląg. Dom nr 67 na początku XX wieku został połączony z nr 68 i powstał tam dom towarowy. Sklep miał bogatą ofertę produktów i usług. Można było tu kupić prasę, wyroby cukiernicze, garderobę, meble, artykuły dziecięce. Był fotograf i gabinet śmiechu. Sklep posiadał windę i telefon.
Są tu też dwa pałace – odnowiony niedawno Pałac Mielżyńskich, w którym swoją siedzibę miał m.in. generał Jan Henryk Dąbrowski, który na terenie Włoch utworzył Legiony Polskie czy Józef Wybicki, autor hymnu narodowego. A także Pałac Działyńskich. To pięknie zdobiona kamienica nr 78 z herbem Działyńskich na samej górze, postaciami rzymskich legionistów i płaskorzeźbami.
Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza
W kamienicy nr 84 znajduje się Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza, które powstało pod koniec lat 70-tych ubiegłego stulecia. Utworzono je ze zbiorów Ignacego Mosia, który kolekcjonował pamiątki związane z pisarzem. Znajdują się tu meble, dzieła sztuki, księgozbiór i unikatowe zbiory poświęcone życiu i twórczości polskiego Noblisty.
Rogalowe Muzeum Poznania
W Rogalowym Muzeum Poznania dowiecie się wszystkiego o Rogalach Świętomarcińskich, historii miasta i poznańskiej gwarze. Jest wspólne pieczenie rogali i degustacja. Z okien Rogalowego Muzeum jest najlepszy widok na brykające koziołki, bowiem kamienica nr 41 mieści się naprzeciwko ratusza.
Przysmaki Poznania
Spacerując po poznańskim Rynku warto przekąsić rurę poznańską. Rura poznańska to kulinarny wypiek tradycyjny z ciasta piernikowego na miodzie. Ma kształt kwadratu wygiętego w półrurę. Związana jest z nim legenda. W czasie procesji w Boże Ciało rozpętała się wichura. Była taka silna, że zrywała dachówki z domów. Pomimo niebezpieczeństwa nikomu nie stała się krzywda. W dowód wdzięczności Panu Bogu upamiętniając tamto wydarzenie siostry pieką ciasteczka na wzór dachówek nazywane rurami.
No i oczywiście musicie spróbować Rogala Świętomarcińskiego. Rogale Świętomarcińskie nadziewane są białym makiem i bakaliami. To tradycyjny wypiek w Poznaniu na dzień Świętego Marcina, które wypada 11 listopada. Taki rogal musi mieć odpowiednią wagę, a tradycyjną nazwę mogą używać cukiernie, które posiadają certyfikat.
Poznań z dziećmi
Jeśli planujecie zwiedzić Poznań z dziećmi, koniecznie zobaczcie nasz pomysł na zwiedzanie centrum miasta. Jak wiecie lub jeszcze nie my nudnemu zwiedzaniu mówimy NIE! Chcemy, by zarówno dzieci jak i rodzice mieli frajdę z odkrywania nowych miast, a nie skupiali się tylko na cyknięciu zdjęcia i zjedzeniu lodów. My w każdym zwiedzanym mieście zamieniamy się w Superposzukiwaczy Przygód i ruszamy na Tajne Misje, które mają nam pokazać miasto w zupełnie nowy sposób – poznajemy ciekawostki, legendy, historię i zabytki, które wykorzystujemy do rozwiązywania zadań i łamania szyfrów. W Poznaniu pomagaliśmy koziołkom i ich przyjaciołom jednorożcom ocalić przepis na Rogale Świętomarcińskie. Zobaczcie:
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Atrakcje Polski
Koziołki poznańskie na ratuszu
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Polska > Poznań > Koziołki
Koziołki poznańskie na ratuszu
Ratusz w Poznaniu jest jednym z najczęściej oglądanych ratuszy w Polsce, a wszystkiemu winne są trykające się tutaj poznańskie koziołki. Zobaczcie skąd się tu wzięły i jakie jeszcze ciekawostki kryje w sobie ratusz.
Ratusz w Poznaniu – historia
Ratusz w Poznaniu wybudowano około 1300 roku. Wyglądał zupełnie inaczej niż obecny budynek, miał zaledwie jedno piętro. Na początku XV wieku ratusz rozbudowano, a sto lat później dobudowano wieżę. Jednak poznaniacy długo się nią nie nacieszyli, gdyż wielki pożar w mieście zniszczył budynek. Odbudowa ruszyła kilka lat później i zakończyła się w 1560 roku. To właśnie wtedy zamówiono zegar z koziołkami. Ponad sto lat później, w 1675 roku piorun uderzył w wieżę, niszcząc zarówno ją jak i zegar. Ponownie huragan zniszczył odbudowaną wieżę w w latach dwudziestych XVIII wieku.
Pod koniec XVIII wieku cały budynek przebudowano i odnowiono, zyskał wtedy wygląd jaki znamy dziś. Ratusz mocno ucierpiał w czasie II wojny światowej, a odbudowa budynku trwała blisko 10 lat.
Ratusz w Poznaniu obecnie
Fasada budynku jest bogato zdobiona. Sa tu m.in. dekoracje w postaci kobiet symbolizujących cnoty, jakimi powinni być obdarzeni urzędnicy i rajcy. Te kobiety zobaczycie pomiędzy łukami na parterze budynku. Wypatrzcie tam cierpliwość z owcą, roztropność z lustrem, miłość z dziećmi, sprawiedliwość z wagą i mieczem, wiarę z kielichem i krzyżem, nadzieję ze słońcem, męstwo ze złamaną kolumną, umiarkowanie z dzbanem i misą oraz dwie sławne kobiety – Lukrecję ze sztyletem i Kleopatrę z wężami na ramionach.
Nad I piętrem znajdują się wizerunki wielkich postaci starożytnych tj. m.in. Archimedes, Brutus, Witruwiusz czy Homer. Na elewacji budynku możecie wypatrzyć także portrety królów z dynastii Jagiellonów – od Władysława II Jagiełły po Zygmunta II Augusta, które znajdują się na samej górze, pomiędzy dwoma wieżami. Pomiędzy nimi znajdują się litery SAR oznaczają króla Stanisława Augusta, a dokładnie Stanislaus Augustus Rex.
Na wieży zamontowano hełm z orłem, którego wysokość wynosi 180 cm, a rozpiętość skrzydeł 2 metry. We wnętrzu orła umieszczone są pamiątki oraz monety z poprzednich wieków.
Koziołki poznańskie
Codziennie o godzinie 12 w południe ukazują się trykające poznańskie koziołki, które stały się symbolem miasta. Ściągają zawsze tłumy mieszkańców i turystów. Poznańskie koziołki nazywają się Pyrek od pyry i Tyrek od trykania. Imiona zostały nadane przez słuchaczy Radia Złote Przeboje w 2002 roku. Na koziołkach wzorowane są maskotki klubu sportowego Lech Poznań, które noszą imiona Ejber i Gzub.
Legenda o poznańskich koziołkach
Legenda mówi o tym, że dawno temu zegarmistrz Bartłomiej z Gubina otrzymał zlecenie wykonania zegara na wieżę ratuszową. Gdy zegar był już gotowy postanowiono wydać przyjęcie z okazji jego odsłonięcia, na które zaproszono dostojnych gości. W czasie przygotowywania uczty, jeden z kuchcików przypalił udziec sarni. Chcąc szybko naprawić błąd, ukradł dwa pasące się na łące koziołki, by upiec je na rożnie. Przyprowadził je do kuchni, a te uciekły na ratuszową wieżę. Jakie było zdziwienie gości, gdy ujrzeli na gzymsie nad nowym zegarem trykające się koziołki! Pomysł bardzo się spodobał radnym, więc nie ukarali krnąbrnego kuchcika, a dodatkowo mistrzowi Bartłomiejowi polecili dobudować do zegara mechanizm z koziołkami.
Hejnał w Poznaniu
Z ratuszowej wieży odgrywany jest hejnał Poznania. To jeden z najstarszych miejskich hejnałów, wygrywany już w XV wieku. W różnych czasach, różnie to z hejnałem było. Czasem go zawieszano, czasem wygrywano wyłącznie z okazji świąt lub o określonych godzinach. Na szczęście obecnie wygrywany jest przez trębacza codziennie o godzinie 12. W godzinach między 7 a 21 wygrywany jest na karylionie. Z poznańskim hejnałem wiąże się legenda o królu kruków.
Legenda o trębaczu i królu kruków
Dawno temu trębacz Bolko pełnił swoją wartę na wieży ratusza, wypatrując niebezpieczeństw, które mogłyby zagrozić miastu. W pewnej chwili spadł na wieżę ranny w skrzydło kruk. Bolko zajął się ptakiem, a gdy ten odzyskał zdrowie przemówił do zdumionego trębacza ludzkim głosem: „Jestem królem kruków. Dziękuję Ci za opiekę. Przyjmij ode mnie trąbkę i zapamiętaj. Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy, zatrąb w nią z całych sił na cztery strony świata”. Bolko podziękował za prezent i pomachał krukowi na pożegnanie. Kilka lat później, w czasie dyżuru na wieży, Bolko zauważył szykującego się do ataku na miasto wroga. Przypomniał sobie o trąbce od króla kruków i zatrąbił głośno na cztery strony świata. Nagle niebo zrobiło się czarne, choć był to środek dnia. Nadleciało bowiem nad miasto setki kruków, które zaatakowały wroga i uratowały miasto. Na pamiątkę tego wydarzenia do dziś trębacz gra na wieży ratuszowej zwycięski hejnał króla kruków.
Ratusz w Poznaniu to nie jedyna atrakcja na poznańskim rynku. Zobaczcie czego jeszcze nie można przegapić:
Najlepsze campingi w Europie
Nasz Facebook
Nasza grupa na Facebooku
Atrakcje Polski
Plac Bohaterów w Budapeszcie
Campingi
W europie
Podróże
Po Europie
Pomysły
Na zwiedzanie
Rodzinne wakacje na kempingu
i podróże po Europie
Strona główna > Podróże > Węgry > Budapeszt > Plac Bohaterów
Plac Bohaterów w Budapeszcie
Plac Bohaterów w Budapeszcie to jeden z głównych placów w mieście, na którym wznoszą się pomniki i posągi będące jednym z symboli stolicy. Podrzucamy kilka ciekawostek na temat tego miejsca.
Plac Bohaterów w Budapeszcie
Plac Bohaterów (po węgiersku Hősök tere) nazywany jest również placem Tysiąclecia lub placem Millenijnym. Znajduje się na końcu alei Andrássyego, jednej z najruchliwszych i najdłuższych ulic Budapesztu, która ma aż 2,4 km długości, a w niektórych miejscach aż 45 metrów szerokości.
Plac powstał w XIX wieku dla uczczenia 1000 – lecia Państwa Węgierskiego i był częścią znacznie większego projektu budowlanego, który obejmował również rozbudowę i remont Alei Andrássy’ego oraz budowę pierwszej linii metra w Budapeszcie. Hősök tere to także nazwa stacji metra linii M1, która została oddana do użytku w roku 1896. I to właśnie metrem najlepiej się tu dostać. Będziecie mieli okazję podziwiać klasyczny wystrój stacji żółtej linii metra w Budapeszcie, które jest najstarszą, kontynentalną linią metra w Europie.
Budowa placu została w większości zakończona w 1900 roku, kiedy to plac otrzymał swoją obecną nazwę.
Pomnik Tysiąclecia w Budapeszcie
Na środku stoi Pomnik Tysiąclecia, czyli 36-metrowa kolumna zaprojektowana przez Alberta Schickedanza. Szczyt kolumny przedstawia Archanioła Gabriela, który w prawej ręce trzyma Koronę Świętego Stefana, pierwszego króla Węgier. W lewej ręce anioł trzyma krzyż apostolski, symbol przyznany św. Stefanowi przez papieża w uznaniu jego starań o nawrócenie Węgier na chrześcijaństwo.
Kamień Pamięci Bohaterów
Znajduje się tu również Kamień Pamięci Bohaterów (Hősök emlékköve), wzniesiony w 1929 roku jako hołd dla tych, którzy zginęli broniąc granic Węgier. Kamień błędnie nazywany jest Grobem Nieznanego Żołnierza, gdyż to miejsce nie jest grobowcem. Nie pochowano tu żadnych żołnierzy, a pod pomnikiem przypominającym nagrobek znajduje się jedynie studnia artezyjska.
Studnia na Placu Bohaterów
W 1877 roku Vilmos Zsigmondy znalazł na terenie obecnego Placu Bohaterów wodę termalną na głębokości 970 metrów. Wywiercenie studni artezyjskiej zakończyło się w 1878 roku. Ta studnia zapewnia wodę dla Łaźni Széchenyi, która znajduje się za placem Bohaterów. Studnia wytwarza 831 litrów gorącej wody (74 stopnie Celsjusza) na minutę. Nad studnią zbudowano prostą konstrukcję, którą Zsigmondy nazwał domem wiertniczym. Budowla została rozebrana w 1884 roku i zastąpiona fontanną zwaną Gloriette, zaprojektowaną przez Miklósa Ybl. Dziś studnia jest schowana za płaską płytą z brązu, za Kamieniem Pamięci Bohaterów.
Kolumnada i posągi na Placu Bohaterów
Obok znajduje się kolumnada z posągami węgierskich przywódców, która ma 85 metrów długości. Na górze kolumnady znajdują się rzeźby przedstawiające m.in. Pracę i Dobrobyt, Wiedzę i Chwałę, a także wizerunki boga Wojny i bogini Pokoju.
Kiedy pomnik został wybudowany Węgry były częścią Cesarstwa Austro-Węgierskiego, więc pięć ostatnich posągów w lewej kolumnadzie przedstawiało członków rządzącej dynastii Habsburgów – Ferdynanda I, Leopolda I, Karola III, Marię Teresę i Franciszka Józefa I. Rzeźby te zostały uszkodzone podczas II wojny światowej, a po odbudowie pomnika Habsburgowie zostali zastąpieni obecnymi postaciami.
Budynki wokół Placu Bohaterów
Hősök tere otaczają dwa ważne budynki – Muzeum Sztuk Pięknych po lewej stronie i Pałac Sztuki po prawej stronie. Przy Alei Andrássy’ego znajduje się zaś ambasada Serbii.
Warto odejść kawałek od placu, na most Zielinski Hid, skąd rozpościera się widok na gotycki zamek Vajdahunyad. Zamek znajduje się w parku miejskim i został zbudowany w 1896 r. w ramach Wystawy Tysiąclecia. Projektantem zamku był Ignácy Alpára, który inspirował się innymi budowlami z różnych części Królestwo Węgier, zwłaszcza Zamkiem Hunyad w Transylwanii, znajdującym się na terenach dzisiejszej Rumunii. Budowla pierwotnie była wykonana z tektury i drewna, ale stała się tak popularna, że w latach 1904–1908 została przebudowana i powstał budynek z kamienia i cegły.
National Gallop Budapeszt
National Gallop to święto promujące węgierskie tradycje i kulturę wsi. Główną atrakcją tego wydarzenia jest wyścig konny, w którym może wziąć udział każdy pełnoletni obywatel Węgier. Zawodników wybiera się w drodze regionalnych konkursów, a zwycięzcy reprezentują miejscowość z której się wywodzą. Spektakularny wyścig odbywa się wokół placu, a towarzyszą mu imprezy kulinarne promujące kuchnię i wina regionu.
My mieliśmy okazję zobaczyć pomnik na Placu Bohaterów zarówno w dzień, jak i w blasku reflektorów w nocy. Zdecydowanie wieczorny widok zrobił na nas większe wrażenie Będąc w kolejnych dniach na taras widokowych przy Zamku Królewskim czy Baszcie Rybackiej udało nam się wypatrzyć pomnik, pomimo sporej odległości od Placu Bohaterów. Wy też spróbujcie go odnaleźć w panoramie miasta podziwiając widok na Peszt.
Noclegi w Budapeszcie
W wakacje wpadamy z wizytą do Budapesztu z campingów położonych nad Balatonem – Napfeny, Fured czy ze Strand Holiday.
Zimą wybieramy noclegi w hotelu i korzystamy z promocyjnych ofert na Booking.com 🙂












































